Dla Marysi

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!
Jesteś zaproszona do Hiszpanii w prezencie. Gijón czeka specjalnie na ciebie.
Najważniejsze jest to, że czekam na ciebie każdego dnia, ale muszę użyć innych źródeł, żeby cię nakłonić do przyjazdu do Hiszpanii.
Maria Valverde i jej nos również czekają na Ciebie. No właśnie, to właśnie ten nos ma Maria Valverde.
Na koniec mam jeszcze parę rzeczy do napisania.
Marysiu, naprawdę wierzę, że jesteś najpiękniejszą i najurokliwszą dziewczyną na świecie. Nie sądzę, żeby Yukiko istniała.
Nie jestem dobry w pisaniu i wyrażaniu emocji bez żartów. Emocjonalna powaga jest czasami zbyt napięta. Ale tym razem wolę napisać coś bez żartów.
Jestem wdzięczny każdego dnia za to, że Cię poznałem i że jesteś w moim życiu. Nie jestem zbyt religijny, a może wcale. Wierzę, że to nasza wola i nasze decyzje kształtują nasze życie. Nie wiem, jaką decyzję podjąłem, żeby Cię poznać. Dlatego czasami wydaje mi się, że coś, czego nie rozumiem, skłoniło mnie do spotkania z Tobą i próby nawiązania z Tobą kontaktu. Jeśli Bóg istnieje, kochał mnie wtedy.
Ale gdyby wszystko naprawdę zależało od decyzji podjętych w konkretnym momencie, gdybym wiedział o tej decyzji dużo wcześniej, podjąłbym ją od razu i bez wahania.
A teraz najważniejsza rzecz!
KUPON
Ważny na jeden cheesecake i śniadanie do łóżka.
Opowieść z Gdańska
Aitor ma 34 lata i mieszka w Barcelonie. Jest typowym hiszpańskim millenialsem. Brązowe włosy, kolczyki, krępa budowa ciała, bo pochodzi z północnej Hiszpanii, uwielbia dobre jedzenie i spędzanie czasu z psem w górach. Pewnego dnia postanawia pojechać do Polski, bo jest trochę dziwakiem. Kupuje bilet lotniczy i leci do Gdańska, bo było tanio. Nienawidzi latać, ale nie ma innego wyboru. Jeśli chce zwiedzić nowe miasto po drugiej stronie Europy i wędrować jego ulicami, musi lecieć. Ostatecznie lot do Gdańska zajmuje mniej czasu niż podróż 40 km pociągiem w Hiszpanii.
Kiedy dociera do Gdańska, jest zimno, ale nie aż tak źle. A miasto jest przepiękne. Są stare budynki, kolorowe fasady, a przez centrum przepływa rzeka Motława. Aitor kilkakrotnie spogląda na budynek o nazwie Zuraw, ale postanawia wrócić do mieszkania, odkłada walizkę i myśli: „Jutro pójdę zobaczyć ten budynek”.
Następnego dnia Hiszpan budzi się i czuje się źle. Boli go głowa, ma gorączkę i jest bardzo zmęczony. Próbuje wstać, ale jest to trudne. Postanawia zostać w łóżku. „To tylko jeden dzień” – myśli.
Mijają dwa dni. Potem trzy. Nadal jest chory. Wychodzi bardzo rzadko, tylko po wodę i jedzenie. Resztę czasu spędza w mieszkaniu. Patrzy w telefon, ogląda filmy i dużo śpi. Zaczyna się nudzić. Okropne jak na Hiszpana.
Pewnego dnia, nie mając nic do roboty, otwiera Tindera. Przegląda profile i myśli: „Może jestem tu egzotyczny i odniosę sukces”. Ale godziny mijają, a on nie znajduje żadnych dopasowań. „No cóż… nie jestem aż tak egzotyczny” – mówi sobie.
Nieustannie szuka. Nagle trafia na dziewczynę. Jest młoda, bardzo ładna, ma brązowe włosy i niebieskie oczy. Jest Polką. Aitor jest zaskoczony. „Wow, co za szczęście!” – myśli. To był pierwszy raz, kiedy trafił na prawdziwą kobietę; reszta jego par była z kobietami transpłciowymi.
Patrzy na jej profil kilka razy. Chce coś napisać, ale nie wie, co. „Cześć… nie, za proste. Cześć… nie, lepiej po hiszpańsku… albo po angielsku… a co, jeśli nie zrozumie?” – myśli. Aitor nie mówi po polsku.
Mijają dni, a młody Hiszpan wciąż choruje. Każdego dnia otwiera Tindera, zagląda do czatu i myśli o rozpoczęciu rozmowy. Wpisuje zdanie, kasuje je. Wpisuje kolejne, kasuje i to. „Jutro” – mówi sobie.
Ale jutro nigdy nie nadchodzi.
Po prawie tygodniu Aitor zaczyna czuć się lepiej. Nie ma już gorączki. Ma więcej energii. Pewnego dnia postanawia wyjść na zewnątrz. Idzie powoli, wdycha świeże powietrze i rozgląda się dookoła.
Odkrywa, że Gdańsk jest bardzo piękny. Ulice są czyste, budynki wyglądają jak z bajki i panuje tam spokój. Czuje się bezpiecznie, spacerując sam. Widzi ludzi na ulicy. Są poważni, niezbyt się uśmiechają, ale kiedy o coś pyta, są mili i pomocni.
Aitor dostrzega kawiarnię o nazwie „Perro Negro”. Rozśmiesza go i przypomina mu o jego psie. A potem czuje zapach czegoś słodkiego. To polskie pączki. Kupuje jednego. Potem drugiego. „Są naprawdę dobre” – myśli. Są słodkie i inne niż te w Hiszpanii. Zaczyna coraz bardziej cieszyć się podróżą.
Ostatniego dnia dobrze się bawi, ale niczego nie zwiedził. Niewiele zrobił. Nawet nie pojechał do Żurawia. Chorował prawie przez całą podróż i nie rozmawiał z dziewczyną z Tindera.
Nadchodzi dzień powrotu. Aitor pakuje walizkę i jedzie na lotnisko. W samolocie patrzy na telefon i znowu widzi czat. Nadal nie napisał.
Wraca do Barcelony. Cieszy się, że jest w domu. Jest ciepło, słonecznie i wszystko jest znajome. Ulica jest pełna hałasu, ludzie krzyczą, a Marokańczycy kradną. Jak zawsze. Pewnego dnia znowu otwiera Tindera. Widzi profil Polki i zauważa coś zaskakującego.
Dziewczyna jest zaledwie 200 kilometrów stąd.
Oczy Aitora rozszerzają się ze zdziwienia. „Jak to możliwe?” – myśli. Wtedy rozumie: ona też jest w Hiszpanii.
Teraz się uśmiecha. „Dobra… teraz polem gry jest Hiszpania. Mam przewagę” – mówi sobie.
Bierze głęboki oddech. Zastanawia się przez kilka sekund. Tym razem nie usuwa wiadomości. Postanawia napisać najbardziej kreatywną i oryginalną rzecz, jaką może powiedzieć dziewczynie na Tinderze:
„Cześć, naprawdę mówisz po hiszpańsku?”
Wysyła wiadomość.
Patrzy na ekran.
Czeka.
Mijają godziny. Aitor co chwila sprawdza telefon. Nic. Brak odpowiedzi. Czuje się trochę głupio. „Nie odbierze” – myśli.
Ale w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy je w domu, jego telefon wibruje.
To ona!
Marysia odpisała.
Aitor szybko otwiera wiadomość.
„Cześć 😊 Mówię trochę… Uczę się hiszpańskiego, ale mówię bardzo mało.”
Aitor czuje się szczęśliwy. Postanawia odpisać po hiszpańsku, ale potem też po angielsku.
„Świetnie! Nie ma problemu, możemy mówić po angielsku.”
Odpowiada po angielsku:
„Tak, lepiej po angielsku 😅 Jestem teraz w Walencji, na wakacjach.”
Aitor znów jest zaskoczony. „Co za zbieg okoliczności i co za dziwne imię!” – myśli.
Zaczynają rozmawiać codziennie. Komunikacja jest prosta, ale przyjemna. Aitor pyta:
„Próbowałeś hiszpańskiego jedzenia? Na przykład tortilli?”
Marysia odpowiada:
„Tak, próbowałam tortilli… ale szczerze mówiąc, nie jest dla mnie niczym szczególnym”.
Aitor śmieje się, myśląc, że chyba zjadła nieświeżą tortillę.
„Nieee 😄 W północnej Hiszpanii tortilla jest o wiele lepsza. Musisz jej tam spróbować”.
Odpowiada śmiejącą się emotką.
Rozmowa trwa. Rozmawiają o jedzeniu, podróżach i swoich miastach. Pewnego dnia Marysia mówi mu coś ważnego.
„Pracuję w Muzeum w Żurawiu w Gdańsku”.
Oczy Aitora rozszerzają się. Przypomina sobie to miejsce. Chciał je odwiedzić podczas swojej podróży, ale nie mógł, bo był chory.
Marysia odpowiada:
„To musisz wrócić 😊”
Przez kilka dni dużo rozmawiają. Aitor czuje się lepiej. Już się nie nudzi tak jak w Gdańsku. Teraz nawiązał tam kontakt.
Ale wakacje się kończą. Marysia wraca do Gdańska.
Rozmowa trwa, ale Aitor chce czegoś wygodniejszego. Pewnego dnia postanawia zapytać:
„Czy możemy porozmawiać na innej aplikacji? Może WhatsApp?”
Zapada kilka minut ciszy. Potem Marysia odpowiada:
„Okej 😊”
Wymieniają się numerami i zaczynają rozmawiać na WhatsAppie. Wiadomości są szybsze, bardziej naturalne.
Ale potem dzieje się coś nieoczekiwanego.
Katastrofa dotyka Walencję. W mieście są problemy i wiele osób potrzebuje pomocy. Aitor postanawia pojechać tam jako wolontariusz. Chce pomagać.
Kiedy Aitor przyjeżdża do Walencji, Marysi już nie ma. Wróciła do Polski.
Aitor jest zajęty pomaganiem. Jest zmęczony. Ma mało czasu na rozmowę. Czasami wysyła wiadomość. Czasami Marysia odpisuje po kilku godzinach lub dniach.
Komunikacja staje się przerywana.
Mijają tygodnie.
A potem miesiące.
Czasami rozmawiają, czasami nie. Ale nie zapominają o sobie.
Nadchodzi grudzień. Jest zimno. Są święta.
Aitor jest w Barcelonie i myśli o Marysi. Przypomina sobie Gdańsk, wiadomości, rozmowy. Postanawia zrobić coś innego.
Pisze do niej:
„Czy możesz podać mi swój adres? Chcę ci coś wysłać”.
Zgadza się.
Aitor przygotowuje kartkę świąteczną. Na kartce jest jego zdjęcie z psem. To zabawne i urocze zdjęcie. Pisze krótką wiadomość po hiszpańsku i angielsku.
Idzie na pocztę i wysyła kartkę do Gdańska.
I wiele dni później, ponieważ poczta jest nieczynna, Marysia otrzymuje kartkę. Pisze do niego:
„Dostałam twoją pocztówkę 😊 Dziękuję, jest bardzo miła”.
Aitor uważa, że powinien był wysłać jej zdjęcie w stringach, ale jeszcze nie teraz.
Aitor jednak na tym nie poprzestaje.
Pewnego dnia szuka jej imienia w mediach społecznościowych. Próbuje na Instagramie. Potem na Facebooku.
Po chwili… znajduje ją.
Aitor dodaje ją na Instagramie.
Również na Facebooku.
Śmieje się do siebie i myśli:
„Pomyśli, że jestem stalkerem, ale lepiej być stalkerem niż singlem”.
Teraz mogą oglądać zdjęcia, historie i trochę więcej ze swojego życia.
I choć komunikacja wciąż bywa powolna, coś między nimi trwa.
Coś małego.
Coś ciekawego.
Coś, co zaczęło się od prostej wiadomości:
„Cześć, naprawdę mówisz po hiszpańsku?”
I to jeszcze się nie skończyło.